Wszyscy Ateny kojarzą z Akropolem i ruinami, niektórzy wspominają Igrzyska Olimpijskie z 2004 roku, kilku wspomni o teatrze, Sofoklesie, Sokratesie czy o narodzinach demokracji. Czy to miasto ma coś jeszcze do zaoferowania? No pewnie!

Ten wypad, zaczął się tak jak wszystkie ostatnie nasze wyjazdy, od znalezienia tanich biletów na samolot. Potem wystarczyło zapakować się w plecak, szybki Uber na lotnisko i już byliśmy w stolicy Grecji.

Na miejscu przywitał nas niesamowity upał – w dzień ponad trzydzieści stopni, w nocy niewiele mniej. Nie pomagało chowanie się pod palmami, ani picie zimnych napojów, chwila na dworze i człowiek się topił, dlatego nasze zwiedzanie Aten zaczęliśmy od odwiedzenia plaży. Miasto leży niemal nad samym morzem Egejskim. Z centrum najłatwiej dostać się na publiczną plażę Glyfada.
Na miejscu zachwycił nas widok zupełnie odmienny od tego co możemy spotykać nad rodzimym Bałtykiem. Piaszczysta plaża, palmy, czysta woda no i najważniejsze – brak tłumu oraz parawanów. Od razu wskoczyliśmy do wody, a tu niespodzianka – na dnie jest tyle kamieni, że trudno wejść dalej niż po kolana. Im dalej od brzegu tym silniejsze fale, które przesuwają kamienie, boleśnie obijające się o nogi. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by usiąść przy brzegu i moczyć się w ciepłej wodzie. Podobno im dalej od miasta, tym lepsze plaże, ale niestety nie mieliśmy możliwości tego sprawdzić.

Będąc w Atenach nie można nie odwiedzić najpopularniejszej atrakcji Grecji – Akropolu. Pierwsze budowle na tym wzgórzu powstały już w X wieku przed naszą erą. Na szczycie znajduje się Partenon – to właśnie tę budowlę widzicie przed oczami myśląc od Atenach. Kiedyś jedna z najpiękniejszych świątyń na świecie z rzeźbami zaprojektowanymi przez samego Fidiasza, teraz niestety to już tylko ruiny i trochę kamieni.
Będąc na Akropolu trzeba usiąść na miejscu dla VIPów w teatrze Dionizosa, który uważany jest za jeden z pierwszych teatrów i miejsce narodzin tragedii starogreckiej. Z miejsca, gdzie kiedyś swoje sztuki wystawiali Sofokles, Menander czy Arystofanes, niestety też już niewiele zostało.
Na szczęście tego samego nie można powiedzieć o Odeonie Heroda Attyka. Odeon to okrągła budowla przykryta dachem, w której odbywały się konkursy muzyczne i recytatorskie. Jest on uważany za najwspanialszy z odeonów starożytnych, który mógł pomieścić do sześciu tysięcy osób. Został on odnowiony i często odbywają się tutaj wydarzenia artystyczne. Występowali tutaj Foo Fighters, Sting, czy Jean-Michel Jarre.
Wejście na Akropol jest płatne – 20€ bilet normalny, 10€ ulgowy. Mając legitymacje studencką dostaliśmy bilety za darmo. Na miejsce najlepiej dotrzeć wcześnie rano. Jest chłodniej, omija się gigantyczne kolejki do kasy oraz nie ma takich tłumów na górze. W południe czasem ciężko przecisnąć się przez masę ludzi.

Jeżeli ktoś jest fanem archeologii, rzeźb czy sztuki starożytnej Grecji to musi odwiedzić muzeum Akropolu. Znajdują się tam fragmenty budowli, posągi oraz znaleziska odkryte podczas prac archeologicznych na Akropolu. Wejście 5€. Przed drzwiami zwykle jest spora kolejka, ponieważ kontrola bezpieczeństwa przy drzwiach jest gorsza niż na lotnisku.

U stóp Akropolu znajduje się Plaka – najstarsza dzielnica Aten zbudowana na fundamentach pamiętających czasy starożytnej Grecji. Jest to labirynt uliczek i zaułków gdzie na każdym kroku można natknąć się na sklep z pamiątkami, kawiarnię czy restaurację. Niektóre miejsca są tak małe, że goście muszą siedzieć na zewnątrz na schodach. Jeżeli szukasz wyjątkowej biżuterii, naturalnych kosmetyków, kolorowych, pastelowych szali, oliwek, greckiej fety, miodu, obrazów, na Place to dostaniesz. Urokliwe miejsce, które trzeba odwiedzić!

Wieczorem należy wdrapać się na wzgórze Lycabettus skąd podziwiać można panoramę Aten. Widać stąd całe miasto i jego zabytki, jak pięknie oświetlony Akropol. Na szczyt można dostać się pieszo lub kolejką linową. Znajduje się tam restauracja i taras widokowy. Można posiedzieć i wypić piwo sprzedawane tam z plecaka przez miejscowych.

Po zmroku, gdy zrobi się odrobinę chłodniej, trzeba odwiedzić jedną z wielu małych greckich knajp poukrywanych w bocznych uliczkach  To tam ludzie spotykają się by porozmawiać, posłuchać muzyki lub pośpiewać. Często restauracje wynajmują muzyków, żeby przygrywali gościom, ale czasem to goście sami organizują muzykę – wyciągają instrumenty i śpiewają greckie piosenki. Raz nawet natrafiliśmy na muzykę graną na liściu.

Jak już przy jedzeniu jesteśmy, będąc w Grecji trzeba spróbować suwlaków. Z nazwą związane są spore kontrowersje, ponieważ w zależności od rejonu w którym jesteśmy dostaniemy coś innego. W Atenach suwlaki to mięso z warzywami w picie, natomiast w Salonikach zamawiając suwlaki dostaniemy mięso nabite na patyk jak szaszłyk, co w Atenach nazywane jest kalamaki. Do tego zamawiając kalamaki w Salonikach dostaniemy tylko słomkę do napoju. Będąc na wyspie Mykonos robi się jeszcze ciekawej ponieważ pracują tam ludzie z różnych części Grecji, więc nazewnictwo może się różnić w każdej restauracji. Na szczęście nie ma to znaczenia, nie ważne co dostaniemy i tak pewnie będzie dobre.
Kolejnym świetnym fast-foodem jest patata – olbrzymi pieczony ziemniak z farszem. Do wyboru jest ogromna liczba dodatków. Ja wziąłem z twarogiem – smakowało jak pyry z gzikiem. Prawie jak w domu ?

Poruszanie się po Atenach jest proste. Jeśli ktoś fascynuje się starożytnymi technologiami, to na lotnisku dostępne są darmowe mapy. Niedaleko lotniska znajduje się dworzec autobusowy i kolejowy, gdzie można kupić bilety. My kupiliśmy 3 dniowy bilet turystyczny za 22€. W cenie mieści się transport metrem na lotnisko w dwie strony (zwykła linia metra kończy się kilka przystanków przed lotniskiem i dalej obowiązują droższe bilety) oraz nielimitowana komunikacja miejska (autobusy, metro, tramwaje.)
O ile poruszanie się metrem i tramwajem przypomina to co można spotkać w innych europejskich miastach to autobus to już zupełnie inna historia. Na przystankach ludzie próbują wypatrzyć chociaż odrobinę cienia i stłoczyć się w tym miejscu. Gdy ktoś zauważy podjeżdżający autobus wychodzi na ulicę by go zatrzymać, po chwili na ulicy stoi już spory tłum ludzi. Kierowcy raczej nie podjeżdżają pod przystanki tylko też zatrzymują się na ulicy. Jeżeli nikt nie zatrzyma autobusu to ten pojedzie dalej. Najwyraźniej wszystkie przystanki są na żądanie. Rozkład jazdy to też tylko sugestia i nie liczyłbym na przyjazd na czas. Autobusy są niesamowicie zatłoczone, a na klimatyzację nie ma co liczyć. By wysiąść należy przycisnąć przycisk przy drzwiach. Samo dotarcie do drzwi jest sporym wyczynem z powodu tłumu. Autobusy polecam tylko w ostateczności, tramwaje i metro są dużo wygodniejsze. Niestety w Atenach nie jeździ Uber. Za pomocą aplikacji można zamówić taksówkę, ale tego nie testowaliśmy.
Wszystkie chodniki w Atenach są na tyle wąskie, że dwie osoby nie mogą się minąć. Bardzo brakuje publicznych toalet oraz koszy na śmieci, a te które są, rzadko są wywożone i śmieci piętrzą się na ulicy. Każdy wolny kawałek muru pokryty jest graffiti. Mimo, że ulice wyglądają nieciekawe, w mieście jest w miarę bezpiecznie. Sporo ludzi żebrze, również w restauracjach. Wszędzie kelnerzy przypominają by nie trzymać swoich rzeczy na stole, bo zdarzają się kradzieże.

Ateny to ogromne i chaotyczne miasto. Centrum sztuki, kultury i historii i miejsce które koniecznie trzeba odwiedzić.